Mam dla Ciebie bajkę

KRAINA I

Wyobraź sobie iskierkę, która cieszy się z bycia właśnie tym, czym jest – iskierką. Czerpie moc z ciepła i światła, a zarazem również je daje, zawsze pozostając w harmonii z otoczeniem.

Każdego dnia z radością niesie swoje dary – ciepło i światło – do świata. A serce jej rośnie, gdy to, co wnosi, zmienia otoczenie na lepsze. Dzięki jej darom można zostać zobaczonym, uznanym, otulonym ciepłem. W ten sposób łączy się ona z esencją iskierkowatości. Ma poczucie, że zna siebie w pełni, jest w harmonii pełnej sensu, czułości dla siebie i innych – nazywa to pełnią życia.

Gdy wraca do domu po całym dniu iskierkowania, czuje, jak jej serce pulsuje życiem i wypełnia się błogością. W swoim bezpiecznym miejscu, na swój własny iskierkowy sposób regeneruje się, odpręża, ładuje baterie. Tworzy, bawi się, medytuje, doświadcza emocji, sedna życia. To pomaga jej wzrastać.

Lubi swój rytm bycia iskierką. Bez wysiłku, w głębokim kontakcie daje i przyjmuje. Nieraz granice tego, kto daje, a kto bierze, zacierają się. Kluczowe jest to, że w efekcie dla wszystkich jest więcej ciepła i światła. Także dla niej.

Jak to w takich opowieściach bywa, pewnego dnia, z niezrozumiałych dla Iskierki przyczyn, rytm dawania i brania, błogości i ładowania zostaje zaburzony. Iskierka nadal z błogością obdarowuje otoczenie ciepłem i światłem, lecz jej bezpieczne miejsce nie daje jej już pełni sił, ukojenia i regeneracji. Nadal ma poczucie sensu i głębokiego kontaktu, ale znikają bezwysiłkowość i harmonia.

Tak bardzo lubi dawać, że mimo tej zmiany dalej obdarowuje innych ciepłem i światłem. Tak lubi wnosić te jakości do świata i widzieć, jak pączkują większe i większe, jak umożliwiają odkrywanie sedna, wspierają życie, że ani myśli przestawać.

Jednak ten proces staje się dla niej coraz bardziej kosztowny. Z dnia na dzień Iskierka traci siły i harmonijny dostęp do swoich darów dla świata. Chce dawać, lecz to dawanie – teraz, kiedy straciła dostęp do pełnej, bezwysiłkowej regeneracji – odbywa się jej kosztem.

W swoim bezpiecznym miejscu zamiast rozkwitać – przygasa, zanika.

Iskierka nie chce zrezygnować z dawania ciepła i światła, bo przecież jest Iskierką, a jednak to ją wyczerpuje. Czuje się jak w potrzasku, gdzie są tylko dwie opcje: albo dawanie, albo Ja. To ją coraz bardziej wyczerpuje i wykańcza. Szuka swojego „I lub JEDNOCZEŚNIE”.

Lecz zupełnie nie zna tego świata.

Pojawia się najpierw dyskomfort i napięcie, a potem ból. Przygasa nadzieja, dominuje zagubienie.

Aż pewnego dnia Iskierka zastyga. Jej tętniące życie wypełnia przeszywający ból, a w rezultacie ogarnia ją bezruch, brak sił, ciemność i pustka.

W tej nowej codzienności niemoc przeplata się z bólem i choć na scenę wkracza złość i smutek, to wszechogarniający brak sił nie daje sposobów na ich wyrażenie.

Pozostając w zastygnięciu, Iskierka niemal zatrzymuje oddech. Nie wie, co robić, bo nie chce wrócić do świata „albo-albo”, lecz innej drogi nie zna.

I choć latające wróble szeptały jej, gdy leżała w niemocy, że całkiem niedaleko istnieje inny świat, „Kraina I”, to zupełnie nie umie sobie nawet wyobrazić, co to „I” oznacza i jak do niego dotrzeć.

Zamyka oczy, opuszcza wszystko i pozwala się sobie zapaść, nie wiedząc, co się wydarzy. Czy to już koniec? Czy coś ją wesprze? Co będzie, jak odpuści? Co się stanie, gdy puści wszystkie sznurki, napięcia? Jak to będzie? – zastanawia się. Czy wtedy zniknę? Czy coś mnie podtrzyma, jak już nie będę się sama trzymać?

Nie zna odpowiedzi na te pytania, a jednak wybiera tę drogę, bo na nic innego nie ma już energii.

Leży z zamkniętymi oczami, w ciszy, prawie bez oddechu, i komórka po komórce odpuszcza. Ku swojemu zaskoczeniu nie znika. Nadal jest! Zachęcona tym zanurza się w siebie, nurkuje w bezruch i swego rodzaju nicość.

Odkrywa, że im bardziej odpuszcza, tym bardziej jest podtrzymywana, Nie znika tylko w jakiejś nowej jakości miękkości, malutkimi krokami odzyskuje czucie siebie.

Z zaskoczeniem stwierdza, że w bezruchu jest jednak ogrom mikroruchów. W ciemności są subtelne przebłyski światła. Iskierka stopniowo odkrywa oddech.

Pozornie leży w bezruchu, ale w środku powraca życie z nowymi jego kolorami, jakościami i smakami. Pozornie nic się nie dzieje, a jednak Iskierka czuje, że oddając swój ciężar ziemi, zaczyna się czuć jakoś inaczej, w nieznany jej do tej pory sposób. W mikroskopijnych porcjach ładuje się i regeneruje. Obok bezruchu i rezygnacji pojawia się ciekawość i ulga.

Iskierka dalej eksploruje bezruch i nieznane jej dotychczas komponenty ruchu i ich połączenia. Intuicyjnie zanurza się w ciało.

Dla niej to jest tak, jakby trafiła w swojej podróży do zupełnie nieznanej krainy, gdzie panują inne niż jej znane zasady życia, dawania, brania, ładowania się.

Eksploruje dalej. Coraz bardziej się zaciekawia.

Na nowo odkrywa to, co znała, ale jakby inaczej. Odkrywa oddech, doświadcza go w byciu, nie działaniu.

Odkrywa swoją długość, różne wymiary niby wcześniej znane, ale powierzchownie. Odkrywa górę i dół, prawą i lewą stronę.

Na razie wszystko jeszcze jest chaotyczne, jakby porozłączane, nic do niczego nie pasuje. W braku harmonii dominują gwałtowne, ciężkie, urwane, nieraz niepewne mikroruchy. Ale towarzyszy im ciekawość i chęć szukania „swojego I”.

Oddech staje się pełniejszy. Stopniowo dochodzi dźwięk i choć Iskierka jeszcze nie za bardzo wie, czym on jest, lubi go i chce go poznać.

Pojawia się też coraz więcej ruchu. Kim jest ten ruch? – zastanawia się Iskierka. O co mu chodzi? Nie rozumiem, co on do mnie mówi. A jednak go lubię.

Ruch ją zaskakuje, trochę ją onieśmiela, ale kontakt z nim jej bardzo służy, więc otwiera się na niego, myśląc: Ciekawe, gdzie mnie ta znajomość zaprowadzi?

A zaraz sama w myślach dodaje: Hmm, czy te nasze spotkania z ruchem to już są randki? Czy z tego ma szansę wyjść coś poważnego? Czy my, tacy różni, moglibyśmy naprawdę się dogadać, przecież mamy zupełnie inne języki? Czy on jest w stanie mnie zrozumieć, z moim ciepłem i światłem? A czy ja dam radę poznać i przyjąć jego istotę?

Nie wie. Nie zna odpowiedzi. A jednak postanawia dalej się z ruchem spotykać i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Dalej szukać „swojego I”.

Do jej świata energii ciepła i światła przenika coraz więcej ruchu. Jej świat zaczyna migotać nowym światłem – zasilanym nowym źródłem energii.

I choć kusi ją zostanie w obecnej krainie, intuicyjnie wie, że to nowe miejsce to nie koniec jej podróży. Poza sferą wewnętrzną otwiera się stopniowo na kinesferę, a podobno, tak jej ćwierkały wróble, jest jeszcze więcej.

Przyjdzie i na to czas – myśli. W swoim tempie, na swój sposób poodkrywam, co będzie moje. Na razie wracam do siebie.

Iskierka ładuje baterie i eksploruje siebie w ruchu, ruch w sobie, jego jakości, wzorce. Jak długo to potrwa? Nie wie. Wie tylko, że jest na początku czegoś nowego, ważnego i większego i chce tą drogą podążać.

Największą zabawę mają wróble obserwujące ją z góry.

Latają nad nią i widzą całość. Widzą ogrom kolorów, form, różnorodność ruchu. Z zachwytem kręcą łebkami, nie dowierzając, podziwiając różnorodność i pełnię.

W tym, co widzą, jest:
i ciepło, i światło
i brykanie, i nieograniczone spontaniczne ruchy i harmonia, i przepływ
i kolory, i dźwięki
jest moc, jest odwaga
jest delikatność i błogość
i jeszcze wiele, wiele więcej.

Z ich perspektywy całość zdecydowanie wygląda na twór z „Krainy I”. Zachwyca ich to.

Dlatego zostają, by wspierać, towarzyszyć, świadkować przeobrażeniu czy raczej odkryciu całości.

Czy na końcu tej drogi Iskierka będzie myślała o sobie dalej jako o Iskierce czy może, uznając całość i złożoność tego, czym jest, wybierze dla siebie inną formę i nazwę?

To jej proces, jej droga. Sama wybierze.

Wróble jej kibicują, dołączają też inni: żyrafy, leniwce, kolibry, wilki i inne zwierzęta. Bo jak odkryje i ucieleśni całość, jak połączy kropki, to na końcu sama zobaczy…

Ach, nie będą zdradzać, co zobaczy, bo najcudowniejszy jest ten proces odkrywania.


Ciekawa jestem czy w poniższej liście znajdziesz coś przy czym Twoje serce zabije mocniej? Pozostańmy w kontakcie – do zobaczenia na ścieżce rozwoju!