Żyła sobie raz grzeczna dziewczynka. Grzeczna była od zawsze. Zawsze słuchała rodziców, spełniała ich prośby. Zawsze też wyglądała schludnie i czysto. Nie sprawiała problemów wychowawczych, miała same dobre stopnie w szkole. Wypełnia to czego oczekiwali od niej rodzice i nauczyciele na piątkę z plusem. Zachowywała się, gdy dorośli rozmawiali, nie mówiła nie pytana. W pokoiku wszystko miała poukładane i panowała tam porządek. Prace domowe zawsze odrabiała przed terminem i wszystko miała zawsze przygotowane.
W miarę upływu lat grzeczna dziewczynka była coraz bardziej grzeczna. Dzień po dniu wypełniała oczekiwania pokładane niej przez otoczenie. Wiedziała, że w życiu liczy się nauka i ciężka praca. Wiec ciężko pracowała – uczyła się by dostać się na ‘dobre’ studia. A potem mieć ‘dobrą’ pracę, znaleźć ‘dobrego’ męża i mieć ‘dobre’ życie. Nie zastanawiała się co dla niej znaczy ‘dobre – brała to co dostawała od innych, ich wizję życia czy definicję dobra. Nie wiedziała, że może mieć swoje zdanie.
Czas płynął a grzeczna dziewczynka zdała na dobre studia i dostała dobrą pracę. Wyszła za mąż za dobrego partnera i wiodła dobre życie. Tylko jakby nie swoje. Była bardzo dobrym pracownikiem i sumiennie, nie zważając na siebie i swoje potrzeby (o którym pewnie nawet nie wiedziała wówczas) realizowała oczekiwania szefów i przełożonych.  Coraz trudniej jej było pogodzić wszystko i tak jak zawsze wypełnić wszystkie stawiane przed nią oczekiwania.

Ciężko pracowała. Starała być ‘grzeczną w pracy’,  efektywnie pracować, dawać z siebie wszystko by zasłużyć na pochwałę i spełnić pokładane w niej nadzieje szefów.

W relacjach z rodziną też starała się wszystkim dogodzić i  w najlepszy sposób wypełniać oczekiwania pokładane w niej jako córce, matce, żonie. Ilość obowiązków, które brała na siebie rosła z tygodnia na tydzień. Stale powtarzała sobie, że jeszcze to muszę i tamto musze i jeszcze powinnam to... Każdą chwilę poświęcała gonieniu życia by wypełnić to co do niej należy.

Była jak chomik biegnący w kołowrotku, tylko że kołowrotek poruszał się już tak szybko (rozpędzony przez lata wypełniania tego co inni od niej oczekują), że grzeczna dziewczyna nie nadążała. Starała się coraz więcej i szybciej i nadal nie nadążała. Zawzięła się! Wiedziała, że życie to ciężka praca wiec z całych sił się zmobilizowała.  Coraz mniej spała, piła kawę za kawą by lepiej, by szybciej, by więcej...
Aż pewnego dnia z przeciążenia i nadmiernej prędkości kołowrotek wyskoczył… Machina runęła! Aa dziewczynka samotna, niepewna, nie wiedząc co począć dalej zaczęła powolutku i nieufnie rozglądać się po swoim życiu.
Poczuła wielki strach i pustkę. Po co ja żyję? Jaki w moim życiu jest sens? Gdzie ja tak biegną? Czego pragnę? Kim jestem? I kim chce być? Jak to co robię wspiera to kim chcę być? Na koniec pojawiły się pytania: Czego ja pragnę? Za czym tęsknię?
Dziewczynka odpuściła – w tej chwili nic nie musiała. Poczuła się bardzo, bardzo zmęczona. Latami żyła w pełnej mobilizacji, gotowa to bycia grzeczną dziewczynką, gotowa by spełniać oczekiwania innych i łasa pochwała oraz nagród od innych. Czuła jak po raz pierwszy od bardzo dawna jej ciało rozluźnia się. Komórka po komórce, mięsień po mięśniu. Jakby zrzuciła wielki głaz z klatki piersiowej i zaczęła oddychać pełną piersią.
Być może pierwszy raz w swoim życia poczuła, że nic nie musi, nic nie powinna i nawet na ten moment nic  nie chce. To ona chce decydować o swoim życiu i chce by ona miało sens. Chce przeżyć życie wnosząc w nie coś – jeszcze nie wiedziała coś. Nie chce biec w wyścigu jeśli nie wie czy on jest ważny. I co tak naprawdę jest dla mnie teraz w życiu ważne –zastanowiła się. Nie znała odpowiedzi. Poczuła, że wie jak nie chce żyć i chcę odnaleźć swój sposób na życie. Nie wie jaki ale jest ciekawa i otwarta by go odnaleźć. I jedno jest pewne – to będzie jej sposób na życie!

Zobaczymy za jakiś czas co u niej słychać. Jak odzyska kontrolę nad swoim życiem? Jak weżmie ster życia w swoje ręce?

Newsletter

Początek strony